3 kwietnia 2014

Terror Mechagodzilli (1975)


Terror Mechagodzilli

(1975) reż. Ishirô Honda
Jeżeli nie oglądałeś jeszcze, drogi czytelniku, filmu „Godzilla kontra Mechagodzilla” to chyba czas najwyższy. Bo to dobry film. No dobra, przyzwoity. I czytając ten tekst musisz mieć świadomość, że możesz natknąć się na spoilery. O ile w przypadku takiego „Rewanżu Godzilli” czy „Godzilla kontra Megalon” rzucając spoilerami ratuję tylko wasz cenny czas, o tyle tutaj naprawdę lepiej obejrzeć wszystko własnoocznie. Tym bardziej, że „Terror Mechagodzilli” to bezpośrednia kontynuacja poprzedniego filmu i bez odniesień do poprzednika bardzo ciężko będzie tu cokolwiek opowiedzieć.

No właśnie, to w końcu „Terror Mechagodzilli” czy „Powrót Mechagodzilli” czy… „Monsters from an unknown planet”? Co jest grane z tymi tytułami? Ten ostatni to jakieś kuriozum totalne, a plakat po prostu zmyślnie zmyśla. Widziałem też plakat z dziwnym tytułem „The Terror of Godzilla”, do którego niektórzy odnoszą się jako do śmiesznego błędu, ale w istocie to plakat do „Godzilla kontra Mechagodzilla” nawiązujący do pierwszego ataku potwora na miasto. Słowo „terror” łatwo może wprowadzić w błąd, ale King Seesar widoczny w tle szybko z niego wyprowadza. Dobra, dość, mimo ładnego polskiego plakatu, wybieram Cię, „Terrorze Mechagodzilli”!

Pierwszą rzeczą, jaką muszę temu filmowi zarzucić to dziwne wprowadzanie widza w błąd obsadą aktorską. Po raz kolejny pojawia się Akihiko Hirata i znowu gra doktorka. Jego postać pokazana jest przez pryzmat jego przeszłości, zatem na starcie widzimy go jako stosunkowo młodego naukowca. I wygląda bardzo podobnie, a może i identycznie do doktorka granego w poprzedniej odsłonie serii. Przez większość czasu byłem przekonany, że to ta sama postać. Wszystko by się zgadzało, we fragmentach przeszłości widać kobietę podobną do wizjonerki, jego fascynacje, badania, wiek. Wszystko oprócz nazwiska. Zostałem wyprowadzony w pole i czuję się oszukany, dopiero po seansie zobaczyłem w Internetach, że imiona postaci są jednak różne. A byłoby to tak ciekawe, gdyby jedna z głównych pozytywnych postaci stała się tu jedną z głównych negatywnych.

Zatem moje próby umiejscowienia tego filmu w czasie sugerując się historią doktorka spełzły na niczym. Można jednak przypuszczać po wspomnieniach o innych potworach (scenki z filmu „Zniszczyć wszystkie potwory” wykorzystane szybko, zgrabnie i z umiarem), że akcja ma prawo mieć miejsce gdzieś na końcu chronologii. Z drugiej strony, dlaczego kosmici i ludzie mieliby tak długo czekać ze zbadaniem wraku Mechagodzilli po ostatnich wydarzeniach?

Wątki ludzkie i fabuła jako taka jest całkiem przyzwoita i tylko trochę nie trzyma się kupy. Tajemnica budowana jest umiejętnie, postaci nie są całkiem jednowymiarowe, a ich działania mają spore znaczenie dla akcji. Jest także wątek miłosny, ale pokpiony całkowicie. Bohaterowie zakochują się w sobie ot tak, bez większej chemii, jakoś tak od pierwszego lub drugiego wejrzenia.

Mamy kosmitów, niestety już nie zmałpionych, choć to zdecydowanie Ci sami. Wyciągnęli wrak Mechagodzilli i planują go odbudować. Jako pomocnika wynajdują sobie szalonego doktorka, który ma … własnego potwora. Dzieją się tu różne mniejsze lub większe „pierdu pierdu”, czyli dużo gadania, ale najważniejszy wątek dramatyczny to miłość ojca do swojej córki (bo w tę znacznie łatwiej tu uwierzyć). Poświęca świat, by ratować jej życie. A ta co? A ta [tu był spory spoiler, ale niniejszym go wycinam, bo aż tak wam zepsuć zabawy nie chcę]. Piękne, romantyczne, kilka głupot musiało powstać by ten wątek utrzymać, ale nic nie szkodzi, bo tylko on trzyma nas przy filmie. A przynajmniej przy sekcjach z ludźmi w roli głównej.

Wspomniałem, że postaci „nie są do końca jednowymiarowe”, co mogło zabrzmieć dość niejasno. Postaram się wytłumaczyć na przykładzie. Widzimy scenę dramatu i konfliktu tragicznego doktorka, który nie chce, ale musi sprzymierzyć się z obcymi i niszczyć ludzkość. Chwilę później kibicuje rozwałce i swoim potworom z nieukrywanym entuzjazmem. Można to poprzeć jakąś podskórną chęcią zemsty, która jest tu zaznaczona, ale nie zmienia to faktu, że pewien dysonans poznawczy spać mi nie daje. Kosmici to też najpierw biedne żuczki, które zmuszone są do przybycia na Ziemię, gdy ich własna planeta wciągana jest przez czarną dziurę. A potem żądne krwi bestie i typowi antagoniści do szpiku kości. I dlaczego chcąc postawić własne miasto chcą zrównać z ziemią Tokio? Co to, mało pól, łąk, pustyń na ziemi mamy? Z jednej strony widzimy złożoność postaci, z drugiej podkreślana jest ich płytkość i stereotypowość.

Swoją drogą mocno eksploatowany jest motyw „nie chcę, ale muszę”. Czasami miałem wrażenie, że nikt nie robi tu już niczego z własnej, nieprzymuszonej woli. Tak, jako dodatkową motywację mamy tu wplecioną odrobinę zemsty, ale w ilości znacznie mniejszej. Nawet Titanosaurus to potwór z natury łagodny, ale kontrolowany przez ludzi okazuje się wredną mendą i faulującym piłkarzem. Przynajmniej trafia, bo taki Mechagodzilla na przykład cela ma fatalnego.

A jak technicznie wyglądają potwory? Kostiumy wciąż na podobnym poziomie, nie spodziewałbym się niczego wielkiego, odgłosy na dłuższą metę nużą i powtarzają się zdecydowanie zbyt często. I to tyle jeśli chodzi o wady.

Titanosaurus jest znacznie ciekawszym potworem niż fragles King Seesar z poprzedniego filmu. Nawiasem mówiąc, z Seesara autorzy musieli jednak nie być zbyt dumni, bo wycięli go całkowicie ze scen przypominających wcześniejsze wydarzenia. Titanosaurus to dinozaur, który ogonem potrafi wygenerować niezłe wiatry (podobnie, jak Rodan czy Mothra robili to skrzydłami) i który, jak się okazuje, ma przepotężną parę w nodze. Jego kopniak wysyła Godzillę daleeeko w powietrze. Odgłos ma ciekawy, brzmi przerażająco, ale powtarzany tak często traci na swojej mocy i szybko staje się irytujący.

Mechagodzilla wykorzystuje tylko swoje umiejętności strzelnicze. Ciągle strzela z palców (moja dziewczyna nie lubi, gdy to robię), ciągle ma piorunujący wzrok i sieje popłoch. Niestety, umiejętności obronne poszły w zapomnienie podobnie, jak magnetyzm Godzilli. Za to kosmici naprawiając swojego robota poszli po rozum do głowy i gdy Godzilla po raz kolejny próbował urwać Mechagodzilli głowę, troszkę się zdziwił, że tym razem okazało się to mniej skuteczne.

Akcja prezentuje się naprawdę fajnie. Musieli mieć na planie jakiegoś piromana entuzjastę, bo wszystko bardzo efektownie eksploduje, a ogień i odłamki latają dosłownie wszędzie. Kostiumy delikatnie zajmują się ogniem, a w jednej ze scen Godzilla nawet nie lekko się podpala, ale po prostu całe jego plecy płoną. Dzięki temu wiele scen wygląda efektownie i docenisz to nawet jeżeli technika kostiumów i makiet nie robi na Tobie wrażenia.

Pewnym novum są sceny z potworami kręcone „od dołu” z prawdziwym niebem w tle. Całkiem możliwe, że to tylko wymuszone dokrętki poza studiem, ale rzeczywiste tło sprawiło na mnie pozytywne wrażenie i było miłą odmianą. Kamera ponownie lubi sobie wykonać objazd pokazując pole walki. Fajnie też wyszło pojawienie się Godzilli. W końcu ponownie stało się to wydarzeniem, czuć dzięki temu kto tu jest gwiazdą wieczoru.

Widzimy nierówną walkę Godzilli z dwoma potworami jednocześnie i oczywiście nasz Wielki G dostaje ostro w swoje Wielkie D. W pewnym momencie obrywa nawet rakietą tak bardzo, że para wychodzi z ust i ogólnie z głowy. Po czym jest żywcem pogrzebany i jakby tego było mało, dodeptany. Krew się nie leje, jak poprzednio, ale brutalności nie brakuje. I co ciekawe, dużą rolę w osłabianiu wrogów mieli ludzie. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że poradziliby sobie bez Godzilli stojącego w ich obronie. Zatem mimo kilku wciąż śmiesznych scen (otrzepywanie się Godzilli z kurzu, dziwne ugryzienie Titanosaurusa w szczękę i łomotanie tak przeciwnikiem o glebę) akcja prezentuje się fachowo i wyjątkowo okazale.

Cóż, nie ma tu humoru (przynajmniej tego zamierzonego), ale to z założenia film dość poważny w swoim tonie i z ponurym zakończeniem. Zwroty akcji jednak bardziej podobały mi się w „Godzilla kontra Mechagodzilla”. Tutaj odnosiłem czasem wrażenie, że za dużo już jest tej gadaniny, za mało posuwania akcji do przodu. Choć pod koniec mamy pewne przesłanki o możliwym kontynuowaniu wątku kosmitów i Godzilli, to jak pokazała historia, był to ostatni film oryginalnej serii. Mimo, że te ostatnie dwie odsłony były naprawdę niezłe, znacznie lepsze od poprzednich, to Toho zrobiło sobie blisko 10 lat przerwy.

Ocena: 5/10

P.S. Są nie tylko cycki, ale i sado maso.

2 komentarze:

  1. W "Mysterians" kosmici chcieli się początkowo zadowolić kawałkiem ziemi na zadupiu i dopiero opór ludzi skłonił ich do poszerzenia roszczeń, więc zgadzam się z Tobą, że pomysł rozwalania Tokio, by zbudować nowe miasto taki sobie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Terror Mechagodzilli jest według mnie średniakiem,titanosaurus jest mało oryginalnym potworem, przynajmiej ta trzymająca w napięciu fabuła jest niezła

    OdpowiedzUsuń