12 października 2013

Godzilla kontratakuje (1955)


Godzilla kontratakuje

(1955) reż. Motoyoshi Oda
Godzilla kontratakuje! Z tego, co się orientuję, podobnie jak w przypadku pierwszej części, powstały dwie wersje tego filmu: japońska i amerykańska. Na początku sądziłem, że obie wersje nie będą się zanadto różniły, dlatego nawet słowem nie wspomniałem o tym przy okazji recenzowania „Godzilli”. O, w jakimże błędzie byłem. Amerykanie masę scen podobno powycinali, podokręcali swoje, a w przypadku „Godzilla kontratakuje” nawet zmienili zakończenie. Zaznaczam zatem, że oglądam wersje japońskie bez przeróbek.

Tym razem nie sprzedaję większych spoilerów oprócz oczywistych oczywistości, które są oczywiste.

Pierwsze ostrzeżenie – nie oglądajcie tego filmu bez obejrzenia pierwszej części. Mamy tu obszerne sceny pokazujące w skrócie atak Godzilli na Tokio. Dowiadujemy się też, jak zakończył się pierwszy film. Na krótko powraca także doktor Yamane, aby objaśnić nam to i owo.

Już pierwsze sceny nie nastrajają pozytywnie. Mamy tu pewien dialog dwóch młodych kobiet, który w wolnym tłumaczeniu z angielskich napisów, którymi dysponowałem wyglądał zgrubsza tak:
- Hej, to niesprawiedliwe, że jesteś córką szefa.
- Kupię Ci cukierki.
- Jupiiiii!


Tym razem mamy nie jednego potwora, a dwa walczące ze sobą: Godzillę i Anguirusa. Tokio oczywiście zostało nieźle zdemolowane w pierwszej części, zatem tym razem atak potworów nastąpi na Osakę i okolice. Mamy też historię ludzką w tle. I tu pierwszy zarzut – w jedynce Godzilla niszcząca Tokio była zarówno daniem głównym, jak i doskonałym tłem do wydarzeń. Tutaj fabuła jest tak sztampowa, że pozostaje nam praktycznie jedynie przyglądanie się zmaganiom potworów oraz zmaganiom ludzi z nimi.

Historia miłosna nie wzruszyła mnie w ogóle, a usilne próby związania widza z bohaterami są nie do końca udane. To, co mnie w nich urzekło, to ich śmieszne zachowania i miny, jakie stroili. W żadnym wypadku nie wynikało to z budowy postaci, ich charakteru ani tym bardziej jakiegokolwiek zmagania się z wewnętrznym rozdarciem. Nic z tych rzeczy, oprócz problemu pozbycia się potworów nie ma tu żadnego konfliktu.

Za to jest tragedia. Najgorszą tragedią tego filmu są potworne dłużyzny. Leci samolotem. I leci. I ciągle leci. No ileż można lecieć? Raportuje. Dalej leci. Czy to jest budowanie napięcia? Może ja czegoś nie rozumiem, mam się zastanawiać kiedy doleci? W większości przypadków zastanawiałem się ile można przeciągać jedną scenę. Widać, że rzeczowego materiału było niewiele.

A jak sprawdziły się tym razem potwory, czyli nasze danie główne? O dziwo, w większości gorzej niż w pierwszej części. Anguirus jest odczuwalnie dodany na siłę głównie po to, abyśmy mogli obejrzeć jego konfrontację z Godzillą. Jego wygląd po raz kolejny jest ukłonem w stronę dinozaurów, ale nijak nie ma w nim odniesienia do jakiegokolwiek mitu czy legendy. Jego dziwna konstrukcja wymusiła też na aktorach dość jednostajny system walki. Ot, Godzilla nie miał za bardzo jak inaczej chwycić swojego przeciwnika, zatem robił to wielokrotnie w ten sam sposób. Anguirus nie ma żadnych ciekawych cech charakterystycznych. Przy walce obu stworów bardziej interesuje nas jakich zniszczeń są w stanie przy okazji dokonać. Wynik walki jest rzeczą drugorzędną.

Ktoś na stole montażowym musiał dojść do słusznego wniosku, że stwory poruszają się potwornie (get it?) wolno. I przyspieszył niektóre sceny. Czasami wygląda to lepiej, rzeczywiście dynamiczniej, czasem dość idiotycznie. Gdy potwory uprawiają zapasy, przyspieszenie ma sens, ale gdy poruszają łapkami w powietrzu grożąc sobie, nasuwają się jedynie porównania z chomikiem skrobiącym uparcie w szybę akwarium. Goddamit, kto włożył chomika do akwarium?

Godzilla tym razem nie wydawał mi się aż tak groźny. Atakowany przez wojsko miał tendencję do stania w miejscu i oczekiwania na kolejne nadlatujące samoloty. A te, ku memu znudzeniu, nadlatywały wciąż i wciąż i ciągle w ten sam sposób. Poza tym zachowanie obu stworów budzi moje najszczersze wątpliwości. Mógłbym porównać poziom ich inteligencji do poziomu inteligencji przeciętnej ćmy, ale wówczas owady te mogłyby się poczuć urażone.

A jak efekty specjalne? Niestety, gumowe stroje rzucają się w oczy już nieco bardziej, choć nadal wyglądają nieźle. Za to mniej jest scen „kukiełkowych”. Film wizualnie cieszy oko. Są wybuchy, jest demolka fajnych i nieco bardziej złożonych konstrukcyjnie obiektów, jest na co popatrzeć. Moje wątpliwości wzbudził śnieg, który w niektórych scenach wyglądał jak śnieg, by potem przypominać wielkie bryły lodu.

Dostaliśmy pospiesznie przygotowany sequel żerujący na popularności pierwszej części. Czerstwa fabuła z wątpliwej jakości wątkiem miłosnym oferuje niewiele. Brakuje dodatkowego przesłania i choć jednego ciekawego i niegłupiego cytatu, który można zapamiętać. Demolka jest, pomysły na pokonanie potworów i wyjście z beznadziejnej sytuacji nawet są, ale to za mało żebym mógł uznać ten film za udany.
Poza tym… coś jest nie tak z tytułem. Jak to kontratakuje? ...

Ocena: 3/10

2 komentarze:

  1. Niestety Kontratak okazał się gwoździem do trumny i rozpoczął zeszmacenie genialnego pierwowzoru.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bożeee, co mogę powiedzieć o godzilla kontratakuje? , strasznie jest to nudny film, szczerze?, pierwsza wpadka twórców to jest

    OdpowiedzUsuń