4 lutego 2011

Czarny łabędź (2010)


Czarny łabędź

(2010) reż. Darren Aronofsky
Przed pójściem na ten film nie wiedziałem o nim absolutnie nic oprócz tego, że reżyserem jest Darren Aronofski. Autor takich filmów, jak „Pi”, „Requiem dla snu”, „Źródło” czy „Zapaśnik”. Plakat z tego filmu po raz pierwszy zobaczyłem po wejściu do kina w kolejce po bilet. A kto gra główną rolę dopiero po ujrzeniu twarzy na dużym ekranie.

I jak wygląda film z takiej perspektywy? Szczerze powiem, że odrobinę się zawiodłem, ale wciąż trudno mi dookreślić powód swojego zawodu. Oczywiście podstawowym powodem będą zbyt wysokie oczekiwania.

Myślę, że scenariusz był inspirowany do pewnego stopnia postacią Wacława Niżyńskiego. W trakcie seansu intryguje tajemnica i niepewność. Obraz jest mocny, klimatem porównywalny do „Pi” czy „Requiem dla snu”. Jest to jeden z tych filmów, po obejrzeniu których można dyskutować długo nie dochodząc do żadnego wniosku, co przyznam, lubię. Lubiłem to po obejrzeniu „Obietnicy”, lubiłem to po obejrzeniu „Incepcji” i lubię to tutaj.

Wszyscy stają na głowie, aby wynieść samą sztukę baletu do ludzi. Sam scenariusz, jak i sama tematyka filmu mówią to dość bezpośrednio – chcemy, abyście zwrócili uwagę na piękno zapomnianej sztuki baletu. U nas, gdzie teatr zapada się w sobie, o operze przeciętny Kowalski wie mniej niż o międzynarodowych targach sera, a młodzież pyta co oznacza wyraz „filharmonia”, balet istnieje na podobnym poziomie. I dlatego tego typu przypomnienie, choć tak wąskie, może się okazać potrzebne i skuteczne.

Powtarzam – nie wiem dlaczego się zawiodłem. Doskonałe rzemiosło od każdej strony. Chyba zabrakło tego pazura, który czuło się w innych produkcjach. A może po prostu sam temat baletu pociągnął za sobą brak zainteresowania losami bohaterki.
Film godny polecenia, jeżeli jesteście otwarci na inne formy sztuki, a słowo „balet” na samą myśl nie przyprawia was o ziewanie. Wówczas film również wciągnie, ale z efektem podobnym do mojego. Warto mieć też odrobinę mocnych nerwów, a panom wybierającym się do kina nie polecam zakładać luźnych spodni.

Ocena: 6/10

P.S. I obetnijcie paznokcie przed seansem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz