29 kwietnia 2010

skarb

Jeden wiersz w dwóch wersjach. Każda ma swój, odmienny wydźwięk, ale ten sam punkt wyjścia. Tytuł posta po tytule pierwszej wersji. Wersja druga na razie bez tytułu.

Wersja pierwsza:
Brązowa tapeta przesiąknięta zapachem drewna
Ogień w kominku rozpala wygaszacz
Mak jest teraz wszędzie
Siada się już nie na trawie, a za trawę
I chaty czytamy przez cz

Pożółkłe oddechy spieniają powietrze
a ja z żyzną glebą za paznokciami
próbuję odkopać skarb
siedząc w kuwecie 
 Wersja druga:

Brązowa tapeta przesiąknięta zapachem drewna
Ogień w kominku rozpala wygaszacz
Mak jest teraz wszędzie
Chaty czytamy przez cz
Siada się już nie na trawie, a za trawę
Tylko słoma w butach wciąż równie świeża


12 kwietnia 2010

Odra 4/2010

W odpowiedzi na wysłane wiersze:
toń , skrócona wiosna , botaczka , ***[blablam się w tapletku], Fast Food
znajduję w kwietniowym numerze Odry następującą odpowiedź:

 Planuję odpowiedzieć na ten wpis. Bardzo pomocne będzie każde słowo komentarza.


29 marca 2010

Autor Widmo (2010)

Autor Widmo
(2010) reż. Roman Polański
Minęło nieco czasu od ponownego wybuchu afery Polańskiego. Film ten był kręcony zanim Roman mógłby mieć choćby cień podejrzeń, że zostanie ponownie schwytany, zatem wszelkie przypatrywanie się temu filmowi przez pryzmat wydarzeń wydaje mi się pozbawione sensu. Niemniej jednak, przyznam, kusi, gdyż Polański wykazał się tutaj niezwykłym zmysłem przewidywania. Autor filmu był uwięziony podczas końcowych faz postprodukcji, nie było go (bo i nie mogło go być) na premierze filmu ani na Berlinale, zatem w pewnym sensie możemy go nazwać "autorem widmo". W samym filmie również można się doszukać analogii... ale po co, skoro są one tak naprawdę niezamierzone i nieistotne.

Gdy usłyszałem, że "Autor Widmo" zdobył srebrnego niedźwiedzia na Berlinale i jak to krytycy chwalą film, wciąż tkwiło we mnie przeświadczenie, że wszystkie te decyzje w jakiś sposób podjęto pod wpływem wydarzeń, jakby na przekór, chcąc podkreślić jakim to Polański "wielkim reżyserem był", może chcąc dać do zrozumienia, że dla dobra sztuki USA mogłoby dziadkowi już odpuścić przeszłe ekscesy. Gdy afera ucichła, a ja sam zdążyłem o niej nieco zapomnieć, wybrałem się do kina i obejrzałem film bez tego bagażu. I muszę przyznać, że faktycznie zasługuje na najwyższe noty.

W tym filmie po prostu czuje się klimat Polańskiego od początku do końca. Bohater snuje się, przemyka przez wydarzenia, które zaczynają się splatać wokół niego coraz ciaśniej, by w końcu zdusić go bezlitośnie. Już na początku widzimy, że bohater wplątywany jest jakby odgórnie w całość. To jego agent załatwia mu tę robotę. Później, niczym w "Lokatorze", otoczenie zaczyna "wcielać go" w poprzednika, ale - i tu rozbieżność - do czasu, gdy bohater sam z zaciekawieniem zaczyna grać inaczej, zachowywać się inaczej niż postaci z poprzednich filmów Polańskiego. W "Lokatorze" widzieliśmy stawiany opór, w "Dziewiątych wrotach" jakiś rodzaj przebiegłości i oportunizmu, tutaj mamy coś innego (nie zdradzę co, bez spoilerów).

Genialnie odegrane role, w pełni wiarygodne i wyjątkowo dobrze i wiernie odtwarzające stylistykę i klimat najlepszych filmów reżysera. Należy tu nadmienić, że Polański poniekąd "wskrzesił" i przywrócił do łask Pierce'a Brosnana, Jamesa Belushiego i Kim Cattrall oraz wykorzystał w pełni niewątpliwy talent Ewana McGregora oraz aktora, którego bardzo lubię, Toma Wilkinsona. I to zakończenie, które oczywiście jest doskonałe fabularnie, ale nakręcone po prostu zjawiskowo. Końcowe sceny, a w szczególności ostatnia, uświadamiają zwykłemu widzowi czym różni się kino wielkie, stylowe i dojrzałe od "amerykańskiej" papki plus popcorn gratis. Nie wiem czy warto pójść do kina, bo teraz od kinowych seansów oczekuje się przede wszystkim zjawiskowych efektów specjalnych, ale obejrzeć ten film absolutnie trzeba. Obowiązkowo i bez wymówek, bo to jeden z najlepszych filmów Polańskiego i jeden z najlepszych, z jakimi ostatnio miałem okazję się spotkać. Siedzi w głowie jeszcze długo po seansie.

Ocena: 9/10

P.S. Dziewczyna, z którą byłem na tym filmie, twierdzi, że nie przepada za filmami w ogóle, a tego typu filmów to już w ogóle nie lubi. Po seansie podziela w pełni moją opinię i choć od obejrzenia filmu minęły cztery dni, wciąż go przeżywa i wspomina.

28 marca 2010

Piraci 3




Publikuj    

27 marca 2010

Piraci 2




Publikuj    

25 marca 2010

Killer




Publikuj    

24 marca 2010

Nagły atak zimy




Publikuj    

23 marca 2010

Wezwanie (John Grisham)

Wezwanie
John Grisham
Miałem okazję zapoznać się już z "Czasem zabijania" oraz z "Zaklinaczem deszczu" Grishama. Podchodziłem też do "Komory", ale dość szybko poległem. Pisarz to nierówny, generalnie funkcjonuje jako "maszyna do tworzenia bestsellerów na tematy prawnicze", ale są to książki typowo amerykańskie, czyli przewidywalne, potrafią wzbudzić emocje, ale o głębszą refleksję ciężej, a gdy takowa występuje, to prędziutko wylatuje drugim... okiem? Prosta, przyjemna rozrywka.
"Wezwanie" jest na razie najlepszą książką Grishama, z jaką miałem styczność. Akcja posuwa się do przodu w miarę chwatko i trzyma w napięciu. Wątki poboczne, jeśli występują, są potrzebne albo do odpowiedniej korelacji z głównym bohaterem albo do zbijania czytelnika z tropu. W zasadzie to taki dość prosty kryminał. Jest śmierć, są pieniądze, jest tajemnica. Grisham odwołuje się do prostych schematów ludzkich zachowań. Duża kasa zaczyna wprawiać głównego bohatera, Raya, w schizofrenię. Mamy także kilka pobocznych przykładów na to, jak pieniądze wpływają na człowieka. Kobiety tutaj lecą głównie na kasę, cechuje ich w tej kwestii potworna bezwględność. I Ray, którego problem ten dotyka osobiście, którego takie zachowanie odstręcza, zaczyna nieświadomie, powoli je przypominać.
Ta prostota przekazu do samego końca ma swój urok. Sprawia, że książka nie jest pusta, jak wydmuszka i co istotne, w przeciwieństwie do "Czasu zabijania" nie dobija nas nachalnym patosem i banalnymi morałami. Owszem, one są wyczuwalne, są banalne, ale na pewno nie są nachalne, wkradają się niepostrzeżenie.
Standardowo, tempo zwiększa się pod koniec dzięki czemu końcówkę łyka się na miękko i ciężko się oderwać. Tajemnica sprawnie zaciekawia. Ale nadal coś tu delikatnie cuchnie. To jakby przerobić tekst piosenki hip-hopowej na trzynastozgłoskowca, niby jest nieźle, ale nadal wali śledziem. Moralniak w postaci hasła "pieniądz jest zły, pieniądz demoralizuje" z małą wariacją pod koniec jest wyraźny niczym wnioski z jednowymiarowego filmu dokumentalnego. Można je wyciągnąć jedynie zgodnie z myślą autora, praktycznie brak innej możliwości interpretacji. I niestety, książka nic ponadto nie oferuje, poruszony jest ten jeden problem, reszta skupia się na narracji, wydarzeniach i budowaniu tajemnicy. Tym samym większość treści zajmuje coś, co powinno być środkiem przekazu.
Czyta się przyjemnie, jak ktoś ma ochotę na coś lekkiego i ciekawego, na pewno warto sięgnąć po "Wezwanie". Chwilkę zastanowienia zapewnia, ale bez głębszej strawy duchowej czy umysłowej.

Ocena: 6+