31 stycznia 2010
30 stycznia 2010
Wykolejony
Wykolejony
Jak wtedy,
gdy codziennie jeździłem godzinę tramwajem
w jedną stronę i godzinę w drugą,
zawsze ze skasowanym biletem.
A złapali mnie, jak umilałem sobie życie
przejeżdżając autobusem tylko jeden przystanek,
dwie minuty jazdy.
Chociaż nie, złe porównanie,
z nią widziałem się pięć.29 stycznia 2010
miłość programisty
miłość programisty
#include <stdio.h>
#include <time.h>
int main()
{
// deklaracja zmiennych
double kobieta;
double wlasciwa_kobieta;
double piekne_chwile;
srand(time(0));
while (piekne_chwile + milosc <= 20) {
kobieta = rand() % 10;
while (kobieta != 3) {
kobieta = rand() % 10;
}
wlasciwa_kobieta = kobieta;
piekne_chwile += rand() % 10;
milosc += rand() % 10;
if (piekne_chwile + milosc >= 20)
printf("proza życia");
}
return 0;
}
cc -Wall zycie.c
error: ‘milosc’ undeclared
28 stycznia 2010
Opowiadanie z profilu odc. 4
- No więc? - zapytał człowiek.
- Hmm, ciężko powiedzieć konkretnie. Daj mi jeszcze chwilkę na obadanie tych zwojów - odpowiedziała elfka.
- Nie o tym mówię. Pytałem o niego.
- Aaa. Ile już tam stoi?
- Będzie już dobre pół godziny - odpowiedział człowiek.
- No dobra, wpuść go.
Człowiek otworzył drzwi. Stał tam krasnolud, cały przemoczony od deszczu. Wszedł do środka bez słowa i zaczął ogrzewać się przy kominku. Po drugiej stronie izby elfka nadal intensywnie badała zwoje.
Czas upływał.
- Bardzo interesujące - powiedziała elfka badając jeden ze zwojów.
- Co? Co odkryłaś? - zainteresował się człowiek.
Krasnolud w tym czasie badał gobeliny po drugiej stronie izby. Nadal był obrażony na elfkę.
- Ten zwój. Nie co dzień spotyka się coś tak niebywałego. Spójrz. - powiedziała elfka, po czym wykonała gwałtowny ruch ręką wymawiając zaklęcie w nieznanym języku. Zwój zaświecił się na niebiesko. Światło to po chwili zgasło.
- Nie można go zidentyfikować - wyjaśniła elfka.
- Co to oznacza?
- Większość czarów zapisanych na zwojach to jedynie papier zapisany słowami zaklęcia. Ten jednak należy do zwojów przepełnionych magią. Podejrzewam, że jest to jeden z dwunastu czarów pierwotnych. Są to czary o niewiadomym pochodzeniu i niesprecyzowanym działaniu. Są one czymś na kształt żywej, elastycznej magii. Nieśmiertelnej... Dlatego nie da się zidentyfikować czaru, który sam decyduje o swoim działaniu...- elfka stała chwilę w zamyśleniu. Gdy wyrwała się z zadumy, odwróciła się w kierunku człowieka i zapytała:
- Myślisz, że on mógł mieć tego więcej? One podobno nie lubią samotności, łączą się w pary...
- Czar par?
- Hmm, możesz to nazwać jak Ci się podoba - elfka spojrzała na krasnoluda - podejrzewam, że miał także drugi.
- Jeśli miał, to już go nie ma. Spalił pozostałe.
Elfka otworzyła szeroko oczy. Człowiek z zastanowieniem i strachem zapytał:
- Myślisz, że... zabił... czar?...
- Nie, już Ci mówiłam, że to niemożliwe. Czar pierwotny wypędzony ze swojego domu przenosi się do umysłu najbliższej osoby i zamieszkuje tam do czasu wypowiedzenia lub śmierci nosiciela...
- Czyli... - zawahał się człowiek
Krasnolud właśnie wypinał klatkę piersiową obserwując efekty w lustrze. Elfka niepewnie zaczęła mówić
- Ten krasnolud... jest... czarujący.
Krasnolud przytkał palcem prawą dziurkę i porządnie smarknął w stronę gobelinu.
- Rozczarowujący - poprawił ją człowiek.
- Hmm, ciężko powiedzieć konkretnie. Daj mi jeszcze chwilkę na obadanie tych zwojów - odpowiedziała elfka.
- Nie o tym mówię. Pytałem o niego.
- Aaa. Ile już tam stoi?
- Będzie już dobre pół godziny - odpowiedział człowiek.
- No dobra, wpuść go.
Człowiek otworzył drzwi. Stał tam krasnolud, cały przemoczony od deszczu. Wszedł do środka bez słowa i zaczął ogrzewać się przy kominku. Po drugiej stronie izby elfka nadal intensywnie badała zwoje.
Czas upływał.
- Bardzo interesujące - powiedziała elfka badając jeden ze zwojów.
- Co? Co odkryłaś? - zainteresował się człowiek.
Krasnolud w tym czasie badał gobeliny po drugiej stronie izby. Nadal był obrażony na elfkę.
- Ten zwój. Nie co dzień spotyka się coś tak niebywałego. Spójrz. - powiedziała elfka, po czym wykonała gwałtowny ruch ręką wymawiając zaklęcie w nieznanym języku. Zwój zaświecił się na niebiesko. Światło to po chwili zgasło.
- Nie można go zidentyfikować - wyjaśniła elfka.
- Co to oznacza?
- Większość czarów zapisanych na zwojach to jedynie papier zapisany słowami zaklęcia. Ten jednak należy do zwojów przepełnionych magią. Podejrzewam, że jest to jeden z dwunastu czarów pierwotnych. Są to czary o niewiadomym pochodzeniu i niesprecyzowanym działaniu. Są one czymś na kształt żywej, elastycznej magii. Nieśmiertelnej... Dlatego nie da się zidentyfikować czaru, który sam decyduje o swoim działaniu...- elfka stała chwilę w zamyśleniu. Gdy wyrwała się z zadumy, odwróciła się w kierunku człowieka i zapytała:
- Myślisz, że on mógł mieć tego więcej? One podobno nie lubią samotności, łączą się w pary...
- Czar par?
- Hmm, możesz to nazwać jak Ci się podoba - elfka spojrzała na krasnoluda - podejrzewam, że miał także drugi.
- Jeśli miał, to już go nie ma. Spalił pozostałe.
Elfka otworzyła szeroko oczy. Człowiek z zastanowieniem i strachem zapytał:
- Myślisz, że... zabił... czar?...
- Nie, już Ci mówiłam, że to niemożliwe. Czar pierwotny wypędzony ze swojego domu przenosi się do umysłu najbliższej osoby i zamieszkuje tam do czasu wypowiedzenia lub śmierci nosiciela...
- Czyli... - zawahał się człowiek
Krasnolud właśnie wypinał klatkę piersiową obserwując efekty w lustrze. Elfka niepewnie zaczęła mówić
- Ten krasnolud... jest... czarujący.
Krasnolud przytkał palcem prawą dziurkę i porządnie smarknął w stronę gobelinu.
- Rozczarowujący - poprawił ją człowiek.
27 stycznia 2010
Opowiadanie z profilu odc. 3
Był środek nocy. Padał deszcz. Błotnistą drogą w lesie szły dwie postaci. Jedna niska, brodata, druga postać wyższa, z plecakiem.
- Jestem głodny - powiedział krasnolud zawiedzionym głosem.
Człowiek zignorował tą uwagę.
- Daleko jeszcze do tego twojego znajomego maga? - zapytał krasnolud
- No, jeszcze raz tyle co przeszliśmy.
- Mówiłeś to samo pół godziny temu.
- Naprawdę? Nie przypominam sobie - powiedział człowiek, po czym dodał - Może gdyby nie te twoje krótkie nóżki, to doszlibyśmy dwa razy szybciej.
- Może gdyby nie te twoje kłótnie, to nie spaliłaby się moja kolacja. Głodny wolniej idę, a nie powiesz mi że ten kawałek węgla, który został z mojej kiełbaski był dobrym posiłkiem.
- Spójrz na to z dobrej strony. Nie będziesz miał rozwolnienia. - pocieszył go człowiek.
Krasnolud zrobił kwaśną minę. Po chwili wypełnionej jedynie chlupotem kroków człowiek odezwał się:
- Poza tym jak miałeś zamiar najeść się jedną kiełbaską?
- Miałem przygotowany zapas w piwniczce, ale jakiś idiota wyciągnął mnie z domu zanim zdążyłem sobie coś przyrządzić.
Tym razem człowiek zrobił kwaśną minę.
Resztę drogi przebyli w milczeniu.
Mag mieszkał w dość niewysokiej, szerokiej wieżyczce zbudowanej z kamienia. Drzwi były z drewna, a kołatka z mosiądzu, jeżeli kogoś interesują takie detale. A jeśli chodzi o wycieraczkę, to...
- No pukaj, czego sterczysz? Nie czas na modlitwę! - pogonił człowieka krasnolud.
Człowiek użył kołatki (mosiężnej, z takimi ładnymi wzorkami w kwiatki). Drzwi otworzyły się, a oczom ich ukazał się (nie, nie las krzyży) mag. A właściwie, to...
- Czarownica! - wrzasnął krasnolud. Istotnie, magiem była kobieta, elfka, której uśmiech szybko ustąpił miejsca powadze z nutką groźby.
- Przepraszam Cię, moja droga, za brak ogłady mojego przyjaciela - powiedział czule człowiek - Czasami ma niewyparzony język.
Krasnolud zmarszczył brwi, po czym rzekł podejrzliwie:
- Czy was przypadkiem nie powinno się palić na stosie?
- Jestem głodny - powiedział krasnolud zawiedzionym głosem.
Człowiek zignorował tą uwagę.
- Daleko jeszcze do tego twojego znajomego maga? - zapytał krasnolud
- No, jeszcze raz tyle co przeszliśmy.
- Mówiłeś to samo pół godziny temu.
- Naprawdę? Nie przypominam sobie - powiedział człowiek, po czym dodał - Może gdyby nie te twoje krótkie nóżki, to doszlibyśmy dwa razy szybciej.
- Może gdyby nie te twoje kłótnie, to nie spaliłaby się moja kolacja. Głodny wolniej idę, a nie powiesz mi że ten kawałek węgla, który został z mojej kiełbaski był dobrym posiłkiem.
- Spójrz na to z dobrej strony. Nie będziesz miał rozwolnienia. - pocieszył go człowiek.
Krasnolud zrobił kwaśną minę. Po chwili wypełnionej jedynie chlupotem kroków człowiek odezwał się:
- Poza tym jak miałeś zamiar najeść się jedną kiełbaską?
- Miałem przygotowany zapas w piwniczce, ale jakiś idiota wyciągnął mnie z domu zanim zdążyłem sobie coś przyrządzić.
Tym razem człowiek zrobił kwaśną minę.
Resztę drogi przebyli w milczeniu.
Mag mieszkał w dość niewysokiej, szerokiej wieżyczce zbudowanej z kamienia. Drzwi były z drewna, a kołatka z mosiądzu, jeżeli kogoś interesują takie detale. A jeśli chodzi o wycieraczkę, to...
- No pukaj, czego sterczysz? Nie czas na modlitwę! - pogonił człowieka krasnolud.
Człowiek użył kołatki (mosiężnej, z takimi ładnymi wzorkami w kwiatki). Drzwi otworzyły się, a oczom ich ukazał się (nie, nie las krzyży) mag. A właściwie, to...
- Czarownica! - wrzasnął krasnolud. Istotnie, magiem była kobieta, elfka, której uśmiech szybko ustąpił miejsca powadze z nutką groźby.
- Przepraszam Cię, moja droga, za brak ogłady mojego przyjaciela - powiedział czule człowiek - Czasami ma niewyparzony język.
Krasnolud zmarszczył brwi, po czym rzekł podejrzliwie:
- Czy was przypadkiem nie powinno się palić na stosie?
26 stycznia 2010
Opowiadanie z profilu odc. 2
W ten deszczowy wieczór gdzieś nie tak znów głęboko w lesie z chatki stojącej tam od dawna rozlegały się donośne krzyki i wrzaski.
- To moje, oddawaj! - krzyknął krasnolud
- Nie ma mowy, nie pozwolę Ci spalić tych drogocennych zwojów. - odpowiedział człowiek.
- Przecież to tylko bezwartościowe kawałki papieru!
- Ale za to... - człowiek przyciszył głos i powiedział tajemniczym szeptem - ...bardzo cenne.
- Tak? - krasnolud także przyciszył głos do poziomu graniczącego z tajemniczym szeptem, choć więcej w tym szeptu było niż tajemniczości - A jak bardzo cenne?
-... Baaardzo...
- Jaką mają wartość?
- Intelektualną.
- Aha - powiedział krasnolud z szeptanym zrozumieniem. Odwrócił się i odszedł na krok. Nastała jedna z tych krępujących scen ciszy, w których nikt nie ma nic do powiedzenia a pomimo to chce za wszelką cenę odezwać się choćby najgłupszym słowem. I zazwyczaj tak to się właśnie kończy, najgłupsza możliwa rzecz z umysłu wychodzi otworem gębowym gdy rozsądek już nie daje rady jej powstrzymać. W tym przypadku tak się jednak nie stało.
- Oddawaj!
Krasnolud rzucił się ponownie na człowieka, który trzymał stertę zwojów magicznych. Wymykały mu się one nieco z rąk. Te, które nieposłusznie spadły, przytrzymywał nogami.
- Ale... ale...- rzucał niezgrabnie słowami człowiek - Magowie mogą sporo dać za te zwoje.
Krasnolud postanowił dogłębnie przemyśleć ten argument.
- Jak sporo? Ile to sporo?
- Ciężko powiedzieć, nie jestem magiem żeby móc to ocenić.
Krasnolud wyglądał na przekonanego.
- Mógłbyś schować swoją kiełbaskę - powiedział człowiek.
Krasnolud spojrzał się w dół, poprawił rozporek i zaczął mówić
- Przecież... - przerwał jednak, gdyż poczuł swąd spalenizny.
- To moje, oddawaj! - krzyknął krasnolud
- Nie ma mowy, nie pozwolę Ci spalić tych drogocennych zwojów. - odpowiedział człowiek.
- Przecież to tylko bezwartościowe kawałki papieru!
- Ale za to... - człowiek przyciszył głos i powiedział tajemniczym szeptem - ...bardzo cenne.
- Tak? - krasnolud także przyciszył głos do poziomu graniczącego z tajemniczym szeptem, choć więcej w tym szeptu było niż tajemniczości - A jak bardzo cenne?
-... Baaardzo...
- Jaką mają wartość?
- Intelektualną.
- Aha - powiedział krasnolud z szeptanym zrozumieniem. Odwrócił się i odszedł na krok. Nastała jedna z tych krępujących scen ciszy, w których nikt nie ma nic do powiedzenia a pomimo to chce za wszelką cenę odezwać się choćby najgłupszym słowem. I zazwyczaj tak to się właśnie kończy, najgłupsza możliwa rzecz z umysłu wychodzi otworem gębowym gdy rozsądek już nie daje rady jej powstrzymać. W tym przypadku tak się jednak nie stało.
- Oddawaj!
Krasnolud rzucił się ponownie na człowieka, który trzymał stertę zwojów magicznych. Wymykały mu się one nieco z rąk. Te, które nieposłusznie spadły, przytrzymywał nogami.
- Ale... ale...- rzucał niezgrabnie słowami człowiek - Magowie mogą sporo dać za te zwoje.
Krasnolud postanowił dogłębnie przemyśleć ten argument.
- Jak sporo? Ile to sporo?
- Ciężko powiedzieć, nie jestem magiem żeby móc to ocenić.
Krasnolud wyglądał na przekonanego.
- Mógłbyś schować swoją kiełbaskę - powiedział człowiek.
Krasnolud spojrzał się w dół, poprawił rozporek i zaczął mówić
- Przecież... - przerwał jednak, gdyż poczuł swąd spalenizny.
25 stycznia 2010
Opowiadanie z profilu odc. 1
Myślałem, że się wyrobię z nowym materiałem, ale się nie udało. Póki co wkleję coś, co już większość znajomych zna albo sprytnie udaje, że zna. Kolejna szansa dla tych udających, że znają, żeby sobie poczytać, bo będzie to historia niedługa. A może trafia tu już ktoś, kto mnie nie zna?
Tym razem będzie to pierwszy odcinek opowiadania, które nadal nie pozbyło się swojego roboczego tytułu "Opowiadanie z profilu". Po prostu napisane było na jakiś mini-konkurs na najciekawszy profil w grze zwanej Vallheru (nieistniającej już), a przynajmniej początkowe 4 odcinki. Potem dopisałem jeszcze kilka aż w końcu stwierdziłem, że jednak mi się to opowiadanie wraz z pomysłem na ciąg dalszy już tak nie podoba w tej formie i zawiesiłem dalsze pisanie. Planowałem remake, ale do tego potrzeba trochę czasu, który należałoby najpierw spędzić w bibliotece.
Z jednej strony można uznać, że to ochłap rzucony na odczepnego, bo nie wyrabiam się z innym materiałem, ale szczerze wam powiem, że tak czy siak planuję zarchiwizować tutaj większość (a może i wszystkie) swoje małe projekciki tego typu, a to jest tylko okazja ku temu.
Tym razem będzie to pierwszy odcinek opowiadania, które nadal nie pozbyło się swojego roboczego tytułu "Opowiadanie z profilu". Po prostu napisane było na jakiś mini-konkurs na najciekawszy profil w grze zwanej Vallheru (nieistniającej już), a przynajmniej początkowe 4 odcinki. Potem dopisałem jeszcze kilka aż w końcu stwierdziłem, że jednak mi się to opowiadanie wraz z pomysłem na ciąg dalszy już tak nie podoba w tej formie i zawiesiłem dalsze pisanie. Planowałem remake, ale do tego potrzeba trochę czasu, który należałoby najpierw spędzić w bibliotece.
Z jednej strony można uznać, że to ochłap rzucony na odczepnego, bo nie wyrabiam się z innym materiałem, ale szczerze wam powiem, że tak czy siak planuję zarchiwizować tutaj większość (a może i wszystkie) swoje małe projekciki tego typu, a to jest tylko okazja ku temu.
24 stycznia 2010
widz
widz
oglądam was przez okna
przez kolorowy ekran
trójwymiarowe okulary
wciąż widzę płaskich ludzi
i słowa czarno-białe
na wmurowanej szachownicy
mówią do pionka
na szarym polu
23 stycznia 2010
22 stycznia 2010
stukot
stukot
jka karaluchy biegajace
po sieci dzieci pajaka
co widzi to robi naglowki
gzaet portali faktow w tiwi
i reklam
i filmow krotszych niz 1,5 gdoziny
bo tylko tyle jest w stanie ogarnac
i enter
co drugie
slwoo i
emot ;po
za dlugie poezje szumi morze
zbyt zlozone szumia drzewa
zbyt zakochani w malych literkach
bo trzeba doslownie, mamy demokracje
Czasami jeszcze wraca wiara
W chwyt długopisu i ciężar kartki
w nie-czarno-białe znaki na papierze
zamiast popisów tylko postaci.
W wyższość ćmy obijającej się o sufit
i kota drapiącego obok kuwety.
W nieskuteczność pralek automatycznych.
W prawdziwe kamienie na plaży.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

